W końcu uporaliśmy się z kolejnymi zdjęciami :) Tym razem przyszedł czas na reportaż cudownej pary, o której już wspominaliśmy w zwiastunie jakiś czas temu, Ani i Leona. Reportaż ślubny z ich wielkiego dnia zaczęliśmy od przygotowań Ani u fryzjera w Mio Studio. Trochę się na początku przestraszyliśmy bo jak weszliśmy do salonu to z Ani głowy było zrobione jedno wielkie natapirowane afro :) Było sporo śmiechu bo aż jej nie poznaliśmy :) Już wtedy wiedzieliśmy, że to będzie rewelacyjny ślub, chociażby ze względu na głównych aktorów tego dnia…Ania nie przestawała się śmiać, a wiadomo, że śmiech zaraża :) Po przygotowaniach fryzjersko makijażowych, Ania pognała po bukiet ślubny…gdzie…? Do kwiaciarni przy Powązkach! Jak nam to powiedziała padliśmy :) Z drugiej strony i po drodze i co to za problem zrobić bukiet róż na ślub :) Na szczęście udało się i Ania niebawem pojawiła się w Bristolu, gdzie w jednym pokoju przygotowywał się Leon, a kilka pięter niżej Ania. My oczywiście zakochaliśmy się w wystroju pokoi Bristolu….tak jak uwielbiamy, kolory, tapety, stare meble….cud miód! :) Tutaj już widać było troszkę więcej nerwów na Ani twarzy ale staraliśmy się jak najbardziej rozluźnić atmosferę, w końcu też taka nasza rola będąc z parą od samego rana ;) Ania i Leon zobaczyli się dopiero pod ołtarzem kościoła św. Anny na Krakowskim Przedmieściu. Jest to jeden z najukochańszych, najwdzięczniejszych dla nas fotografów kościołów :) Dlaczego w dzisiejszych czasach nowo budowane kościoły wyglądają jak hangary samolotowe i zamiast przyciągać to odstraszają, dlaczego nie mogą wyglądać tak jak np. św. Anna? Przykre to…ech, no ale wracajmy do Ani i Leona :) Po ślubie mieliśmy chwilkę czasu na krótką sesję ślubną przy ruinach w Czersku, gdyż były małe autokarowe problemy, ale na szczęście szybko wszystko udało ogarnąć i zaczęło się wesele :) Nie muszę mówić, że towarzystwo Polsko – Angielskie bawiło się wyśmienicie!!! A wręcz szampańsko ;)























































